Sprzętowego obnażania ciąg dalszy!

Przygotowując się do napisania kilku innych artykułów na strony o filmowaniu ślubów, natknąłem się na ciekawy post fotografa. Człowiek chyba zawodowo zajmuje się fotografią, bo w portfolio miał naprawdę dobre prace, ale nie o tym. Sednem posta tego człowieka było pewne stwierdzenie, które zaraz tutaj zacytuję. Dotyczyło takiego typowego, sprzętowego obnażania się i rozróżnienia fotografów na dwie grupy.

Fotografowie dzielą się na dwie grupy. Na tych, którzy czują się artystami oraz tych, którzy mają bzika na punkcje sprzętu i nowych, fotograficznych technologii.

Ot takie krótkie zdanie podsumowania całego posta zainspirowało mnie do napisania tego tekstu. Dlaczego? Bo facet ma całkowitą rację i taki sam podział obserwowałem i wciąż obserwuję w branży filmowej. Są ludzie, którzy są artystami i szukają kadrów, ujęć, emocji, sposobów uzyskania określonego celu i przede wszystkim są obserwatorami rzeczywistości, a sprzęt służy im wyłącznie do tego, aby tą rzeczywistość zatrzymać na dłużej. Są jednak również ludzie, którzy filmują tylko dla nowych obiektywów, kamer, rejestratorów, czy flycamów. Nie ma pomiędzy nimi nikogo, ani niczego. Można być albo tym artystą, albo sprzętowcem. Można też emigrować z jednej grupy do drugiej, czasem nawet kilkukrotnie.

Rozłożenie takiego rozważania na czynniki pierwsze może wywołać ciekawe skutki, bo! Często osoby zajmujące się artystyczną stroną filmu, czy fotografii potrafią obsługiwać sprzęt, jako tako znają jego właściwości, ale nie podążają za byle nowinkami technicznymi i skupiają się przede wszystkim na pracy, chwili, momencie, który chcą zatrzymać i utrzymać w rzeczywistości na dłużej. Artyści potrafią, ale nie chcą poświęcać czasu na szukanie nowego szkła, czytanie testów i opinii o tym, czy to, czy tamto jest lepsze. Mają sprzęt i z niego korzystają. Ze sprzętowcami jest inaczej. Ale może fajnie określi różnicę to powiedzenie:

Sprzętowiec nie skupi się na kadrze, a na wartości przysłony, czasie, czy technicznych aspektach obrazu. Artysta szuka uczucia, chwili, która znajduje się na zdjęciu i pozwoli jej wybrzmieć na dłużej.

I tak to sprzętowcy mają. Sam kiedyś złapałem się na zakupoholiźmie dotyczącym właśnie sprzętu fotograficznego. Wolałem mieć sprzęt, niż robić zdjęcia. A przecież nie po to się kupuje nowe, jasne szkiełka, żeby leżały w torbie i chodziły z nami wszędzie. Sprzęt jest po to, żeby działał i funkcjonował, a nie dla samego istnienia. Zgodzicie się ze mną? Mam nadzieję, że tak.

Teraz dla narzeczonych szukających kamerzysty:

Po prostu uważajcie z kim rozmawiacie. Czujcie klimat, słuchajcie, czy dany kamerzysta/filmowiec opowiadając o swojej pracy bardziej skupia się na tym, co przedstawia jego obraz, czy na tym jak został nagrany. Pamiętajcie, że to jak został nagrany obraz nie będzie miał totalnie żadnego znaczenia, jeżeli nie pokaże wam tego, co chcecie obejrzeć. Często lepiej pomyśleć o osobie, która nie ma ogromnego zaplecza sprzętowego, ale ma zwyczajnie predyspozycje obserwatora, widzi, potrafi dostrzec najpiękniejsze momenty i one zostają uwiecznione na filmie. Może czasem gorszy, może czasem lepszy sposób, ale zostają uwiecznione. A co wam po świetnie nagranym materiale, jeżeli nie będzie zawierał tej kwintesencji?

/Mam wrażenie, że ostatnie dwa zdania już kiedyś tutaj napisałem. Ale może to tylko wrażenie? Albo naprawdę się powtarzam! Zajrzyjcie na kwadraty – taki powstający blog fotograficzny, podobny do tego naszego filmowego. Może warto trochę poczytać i o fotografii czasami 🙂

Znikam stąd, zostawiam Was z tą swobodną refleksją. Pa!

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *